Wrzesie˝ 21 2018 11:25:42
 
Nawigacja
Artyku│y » Wyjazdy » Advenduro 2010 - Maroko
Advenduro 2010 - Maroko
Tym razem ruszamy do Maroko! Z wstêpnie chêtnych kilku motocykli zrobi³o siê ich a¿.. 13! Alfabetycznie udzia³ bior±: Gaga, Guciu, Jacek, Jejut+Iwona, Kaczor, Karol, Kogut+Kasia, Kowboy+Renata, Miko³aj, Pawe³+Marta, Peter, Rex, Wojtek+¯aneta

19.04
kurcze, pierwsze problemy - wszystkie loty odwo┬│ane!:( na razie do 21.04, ale z dnia na dzie├▒ zmieniaj┬▒ decyzje, wi├¬c nie wiadomo czego si├¬ mo┬┐emy spodziewa├Ž tego 21-ego. W nocy pt/sb (23/24.04) mamy prom do Maroka, wiec musimy by├Ž ju┬┐ na miejscu, w Almerii. Jedn┬▒ z alternatyw dla samolotu jest autokar, z tym┬┐e on odje┬┐d┬┐a w ┬Ârod├¬ rano (nie planowane 2 dni wi├¬cej urlopu plus jazda przez 2,5 dnia autokarem - ┬Ârednio przyjemne). Drug┬▒ jest jazda samochodami, ale to oznacza konieczno┬Â├Ž d┬│u┬┐szego nimi powrotu dla co najmniej 3 os├│b.
Z dwojga z┬│ego samochody chyba s┬▒ lepsz┬▒ opcj┬▒, bo mo┬┐na p├│┬╝niej wyjecha├Ž i taniej wyjdzie jak si├¬ wszyscy zrzucimy..

motocykle ju¿ zapakowane na lawetê i gotowe do drogi.. jeszcze tylko Kaczora nie ma.. normalka, jak zawsze na ostatni± chwilê :))

Kaczor siê pojawi³, zapakowali Jego moto, On samo jako drugi kierowca wsiad³ do samochodu i pojechali z wszystkimi motocyklami i baga¿ami.. d³uuudzyyy jak ma³y poci±g :P





21.04
poleci.. nie poleci.. poleci.. nie poleci...

aaaaa nerw├│wka straszna.. na dzi┬ jeste┬Âmy na wiecz├│r umowieni na decyzje, jesli sie nic nei zmieni i nadal nasz lot bedzie pod znakiem zapytania wsiadamy w busy i dzida do Hiszpanii..

strasznie nie chce sie nikomu jechac, tym bardziej, ┬┐e trzeba nagle wszystko pozamykam o dzie├▒ wcze┬Âniej.. odprawi├Ž dzieci, pozamyka├Ž sprawy w pracy, za┬│atwi├Ž sobie dodatkowy jeden dzie├▒ urlopu, kt├│ry dopiero wieczorem oka┬┐e si├¬ czy potrzebny.. no ale c├│┬┐.. prom z Almerii ju┬┐ zarezerwowany i zaplacony do Maelilli wiec szkoda czekac.. gorzej jesli my pojedziemy a w czwartek wieczorem okaze sie ze samolot jednak bedzie.. ehhh nerwowo nerwowo..
22.04
ok, samoloty lataja, wiec jutro lecimy i sie rozpocznij przygodo !:))))
23.04
Dolecieli┬Âmy do Allicante!
fotka
Pierwsze co sie dalo odczuc to lekkie cieple letnie powietrze! Juuhuu wakacje czas zaczac!:)) Przed lotniskiem czekal juz na nas Kaczor i zaprowadzil na parking gdzie stala laweta. Nie wiem jak Panowie to zrobili ale rozladowali juz wszystkie motocykle z lawety, zostaly jeszcze tylko skrzynie z bagazami do rozpakowania.
fotka
Rachu ciachu i bylismy gotow do drogi - przed nami okolo 300 km do Almerii.
Droga fajna, szybko zlecialo, oko┬│o 19.00 byli┬Âmy na miejscu. Gdy stalismy na parkingu po drugiej stronie minal nas motocyklista. Entuzjastycznie go powitalismy i pomachalismy, po czym kierowca zawrocil na najblizszym zjezdzie i dolaczyl do nas. Okazal sie byc Niemcem, a na imie miec Stefan i zmierzal w tym samym kierunku co my, do Maroka!:) W naszej grupie niewiele osob mowi po angielsku, wiec Stefan nie mogl swobodnie porozmawiac ze wszystkimi, ale chyba nawet nie odczuwal takiej potrzeby. :) Dolaczyl do naszej grupy na kolejnych kilka dni, wiec zrobilo sie nas 20 os. i 14 motocykli :))

Wjechalismy na terminal, wymienilismy wydruki potwierdzen rezerwacji na bilety i dobralismy kabiny.

Istotna kwestia - jesli ilosc jadacych na to pozwoli najlepiej samemu dobrac sie czworkami, wowczas dostanie kabine dla siebie (i wowczas beda one mogly byc kooedukacyjne), w przeciwnym razie zostaniecie dokoptowani do innych pasazerow z podzialem na plec, czyli babki z babeczkami a mezczyzni z mezczyznami.

Na prom czekalismy w porcie.
fotka
Po 23.00 zacz├¬li wpuszcza├Ž na poklad.

Pierwsze wrazenia z promu..? Kajuty bardzo male, klaustrofobiczne wrecz, prysznic, toaleta obecna :).
fotka
Prom ogolnie to pozny gierek. Znalezlismy "stolowke", z obslugujacym nie szlo sie ni w zab dogadac po angielsku, a jedzenie podawano zimne, z mozliwoscia odgrzania w mikrofali stojacej na sali. Generalnie nie polecamy!! Ale kto by myslal o jedzeniu, pierwszy wieczor wyprawy, do tego Wojtka imieniny, wiec czas rozpoczac imprezke!:))
24.04
o 8.00 przyplywamy do Melilli. Stefan uswiadomil nas ze w Maroku latwo nie bedzie kupic alku, bo jest on dostepny tylko w marketach w duzych miastach, dlatego tez wstapilismy po drodze do hiszpanskiego marketu i zrobilismy odpowiednie zakupy :))

Przejscie graniczne to istny koszmar, straszny balagan, pelno ludzi, dlugie kolejki, czekanie i wypisywanie jakichs karteczek w jednym okienku i kolejnych w drugim. Stefan powiedzial nam ze oprocz tych podstawowych bialych, powinnismy wypelnic rowniez zielone, dotyczace motocykli, na ktorych przyjechalismy. (Sa potwierdzeniem wywiezienia pojazdu z UE i rzekomo sa niezbedne do bezproblemowego wwiezienia ich z powrotem i wyjazdu z Maroka). Przy okienkach kreci sie pelno marokanczykow, chetnych pomoc wypelnic wlasciwe dokumenty, jednak nie robia tego bezinteresownie, po "pomocy" oczekuja za to zaplaty. Przebywajac tam mielismy wrazenie ze wjezdzamy na teren zlomowca, wiekszosc wjezdzajacych samochodow to totalne wraki, rozsypujace sie, przerdzewiale, brudne i czesto wogole nie jezdzace, bo przepychane byly miedzy budkami celnikow. Jeden za drugim, a miedzy nimi rozsypujace sie skutery..

Spedzilismy tam ponad 2h.

Po przejechaniu bramek ujrzelismy zupelnie inny swiat.. brud, doslownie smr├│d, pelno porozrzucanych smieci, zebrzacych ludzi albo ubranych jak porzadkowi i skierowujacy na wskazane miejsce parkingowe po czym sie okazywali osobami prywatnymi zarabiajacymi w ten sposob. Fakt, ze odganiali innych, ktorzy podchodzili aby prosic o pieniadze. Na koniec oni sami rowniez oczekiwali zaplaty. Mimo porzadkowych oczy trzeba miec dookola glowy, z jednego z naszych motocykli marokanczyk probowal wyciagnac saperke z bagazy.

Po wymianie pieniedzy, kurs - okolo 10,9 DH za 1 euro. Na granicy byl dosc korzystny, pozniej w glebi kraju zdarzal sie kurs 10DH. Niestety z racji tego, ze w grupie bylo nas az 20 osob ze Stefanem nie dla wszystkich starczylo waluty, a pobliskie banki byly zamkniete w sobote. Podzielilismy sie tym co mielismy, a reszte zamienialismy w glebi kraju.

Ruszylismy w droge - okolo 350 km do Missour.
Trasa bardzo ladna, obralismy trase glownie asfaltowa. Po drodze jedyn┬▒ przygod┬▒ byl kapec Mikolaja - prawdopodobnie efekt przejechania glebokiej dziury.

Dojechalismy do Missour wczesnym wieczorem, czesc naszych, bo sie rozdzielilismy w trasie dojechala juz przed nami i znalezli calkiem sympatyczny hotelik, w ktorym zatrzymywalo sie sporo ekip motocyklowych, o czym swiadczyly obklejone naklejkami drzwi.
fotka

Cena - 250 DH za pokoj 2osobowy. Standard ok.

Mielismy problem z porozumieniem sie z recepjonista, gdyz srednio wladal angielskim, a Ci co wczesniej przyjechali dostali cene 200 za pokoj, a nam zaproponowal 250. Po trwajacych jakis czas dyskusjach pojawil sie pewien anglojezyczny marokanczyk i wyjasnil, ze cena poprzednikow byla cena promocyjna ze wzgledu na to, ze byli pierwsi - tacy sa wlasnie marokanczycy, jak wyczuja ze na czyms Ci zalezy zmieniaja ceny jak tylko maja na to ochote. Ustapilismy w rezultacie, gdyz nie bylo sensu walczyc o 50 DH, co w przeliczeniu jest rownoznaczne okolo 20 PLN.

Ow marokanczyk zaprosil mnie na herbate,
fotka
a pozniej dolaczyl na chwile do nas, do wieczornej popijawki, a ze jak sie z dnia na dzien coraz bardziej w tym utwierdzalismy marokanczycy sa bardzo lasi na alkohol, chetnie wypil kilka glebszych :))
fotka
Doradzil nam zmiane pierwotnie planowanej trasy, twierdzac ze jest inna "bardziej widokowa", rowniez asflatowa, bo grupowo chcisliemy asfaltami jezdzic.
25.04
Rano 25.04 startujemy do Merzouga (ok. 300 km). Mielismy problem z wyjechaniem z miasta i trafieniem na zaproponowana trase, wrocilismy do hotelu, na przeciw wyjechal nam samochodzik, ktory wyprowadzil nas z miasta. O dziwno na szuter, a nie obiecany asfalt, ale z map mozna bylo wywnioskowac ze trwac on bedzie przez najblizsze kilkanascie km tylko. Stwierdzilismy ze lecimy.

Jechalismy przez calkowite bezdroza i nic oprocz dalekich gor nie bylo na horyzoncie, a wystarczylo ze stanelismy, po kilku minutach z roznych stron, nie wiadomo skad, zaczeli schodzic sie ludzie. Glownie dzieci, ale rowniez i dorosli. Przychodzili i prosili, aby cos im dac. Matki pokazywaly na ubrania dzieci, czasami na czyjes kolczyki, bizuterie :P Dawalismy im cukierki, gumy i czasami pieniadze.

Po kilkunastu km okazalo sie, ze szuter wciaz trwa i nie wyglada jakby sie mial w najblizszej odleglosci zmienic w asfalt.
fotka
Wracac malo kto lubi, wiec ustalilismy ze jedziemy dalej, bo jesty szansa ze za 20 km dojedziemy do asfaltu. Niestety na zjezdzie zaliczylam glebe i to taka ze noga zostala mi miedzy motorem a kamieniami. Na szczescie rany otwartej nie bylo, ale bol potworny i stopa moglam ruszac w zwolnionym tempie :(( Ekipa ratownicza, w osobach Cowboya i Renaty, bedaca w naszym skladzie zaaoplikowali mi srodki przeciwbolowe, opatrzyli noge, no ale o dalszej jezdzie nie bylo mowy. Lewa noga i akurat kciuk byl najbardziej potluczony. Na szczescie Kasia byla pasazerka posiadajaca prawo jazdy i jezdzaca na motocyklu, wiec zgodzila sie poprowadzic moja beemke, a ja wsiadlam na Jej miejsce do Koguta. I tu skladam ogromne podziekowania Kasi, bo gdyby nie Ona bylibysmy w czarnej dupie.
fotka
Dzielnie przejechala reszte szutrow, a gdy dojechalismy do asfaltu i srodki przeciwbolowe zaczely wystarczajaco dzialac postanowilam poprowadzic dalej juz sama.

Czesc ekipy wystartowala na przod, nie bylismy w stanie ich juz zlapac przez co rozdzielilsmy sie na trzy grupy.

My cale szczescie do samego konca mielismy asfalt, choc nie ukrywam, ze pod koniec jazdy, gdy srodki przeciwbolowe przestawaly juz dzialac, plakalam przy kazdej zmianie biegow. Stopa bolala mnie strasznie. Do tego jazda po ciemku po Maroku jest zdecydowanie nie wskazana, o czym przestrzegal nas Stefan, gdy stanelismy na stacji na krotka chcoiazby przerwe (polecial dalej sam, chcac wlasnie uniknac jazdy po zmroku). Ulice nie sa wogole oswietlone, niektore samochody nie wlaczaja swiatel, nawet gdy zapada zmrok (w ciagu dnia wszystkie jezdza bez swiatel), przez ulice przechodza ludzie, a poopatulani w dlugie, ciemne husty, nie sa wogole widoczni na drodze lub tez ida wzdluz ulicy. Samochody nie uzywaja kierunkowskazow, a do tego nawierzchnia tez nie jest idealna, nie mowiac o czestych piaskach zawianych na droge. Traumatycznie wspominam ta dojazdowke :( Do tego jeszcze, gdy tylko sie zatrzymywalismy, chocby na chwilke od razu przychodzili do nas miejscowi z pytaniami gdzie jedziemy, czy mamy rezerwacje, czy moze szukamy noclegu, ze oni znaja, wiedza gdzie sa dobre hotele campingi. Jesli traktowac to w kategoriach checi rzeczywistej pomocy i goscinnosci to super, milo, ale gdy po przekazaniu chocby szczatkowych informacji kazdy z nich wyciaga reke i oczekuje zaplaty, staje sie to meczace. Czulismy sie jak na tarczy miejscowych naciagaczy, jeden przekazywal drugiemu i w kolejnym miescie gdy wjezdzalismy zaczepialo nas juz wiecej osob.

Pozostala grupa miala duzo gorzej, bo polecieli inna trasa i jak sie okazalo wbili sie na jeszcze gorsze szutry.
fotka
Przeprawiali sie przez wielkie kamloty, zjazdy i podjazdy. Dziewczyny musialy wiekszosc drogi pokonac pieszo, a kolesie przeprawionych juz motocykli biegli obok by asekurowac w razie ryzyka przewrotki. Masakra!

(to nam doradzil mily gospodarz traske..:P)

Stefan, gdy od nas odbijal chcac dojechac po jasnemu dal nam namiary na podobno fajny camping w Marzuodze - Les Pyramides. Po wjezdzie do Merzougi nalezy jechac prosto, przejechac przez brame bedaca na koncu drogi i wciaz jechac prosto az dojedzie sie do campingu.

Dojechalismy wieczorem! Stefan juz tam byl, ostatnie metry to byly piaski, wiec juz nie dalam rady. Doslownie doczolgalam sie wrecz na ramieniu Jejuta do campingu a motor dowiozl Jacek. Na miejscu byla pewna ekipa motocyklowa z Wuwua, m.in. lekarz. Gdy Jacek zdjal mi buta przerazilam sie widokiem stopy, cala sina i wielka jak slonia nie moja, a ow lekarz stwierdzil, ze na bank jest zlamana i ze Jego zdaniem dla mnie ta podroz sie juz skonczyla. Jedyne co moge zrobic to skorzystac z ubezpieczenia i wrocic samolotem do domu :( :( :( Bylam zalamana, ale prawde mowiac nie bralam wogole tej opcji pod uwage, jedyny najgorszy wariant to dalsza jazda jako plecak, a moj motor jesli sie zgodzi i bedzie sie czula na silach poprowadzi Kasia lub bedzie go trzeba jakos odstrasportowac. Poki co zaaplikowalam kolejne srodki przeciwbolowe.

Reszta ekipy dojechala po jakiejs godzinie. Sponiewierani, ale zadowoleni ze udalo im sie pokonac taki teren!:) Dziki z nich straszne :)))

Miejscowka naprawde fajna, ulepiona z gliny, ale standard spoko, jednopietrowy hotel, prysznice, lazieneczka w pokojach, w niektorych pokojach klima, a na zewnatrz basen :))

Kolacyjka, imprezka przy basenie i mile dobiegl dzien do konca :))
26.04
Po przebudzeniu, gdy wyszlismy na taras wow!!!:)) tuz obok ujrzelismy.. pustynie!!!:)) hotel umiejscowiony byl na jej skraju :))

Z Jackiem pojechalismy do szpitala, do Erfoud, przyjeto nas bez kolejki, po wykonaniu zdjecia rtg lekarz poprosil nas do swojego gabinetu. Mimo, ze w srodku czekala na Niego pacjentka, poprosil abysmy weszli za Nim. Zamienil z kobieta kilka slow, przepisal cos i opatulona w ciemna sukmane kobiecina wyszla. Lekarz rozmawial zarowno po fransusku jak i angielsku, wiec bez problemu moglam sie z Nim porozumiec. Byl bardzo sympatyczny i uprzejmy. Niezreczne troche bylo to, ze na korytarzu czekalo kilkanascie kobiet, a nas potraktowala priorytetowo. Zadna z nich nie wspomniala ani slowem, ze rowniez czekaja, ze my bez kolejki, zadnego grymasu, ani wyrazu niezadowolenia. Staly i czekaly, niewiele sie rozniac od siebie opatulone w czarne sukmany. Niektorym tylko oczy bylo widac, ale zdarzaly sie odwazniejsze z odslonietymi wlosami.

Bardzo zaluje, ze nie moglam jeszcze wtedy chodzic, bo chetnie przeszlibysmy sie po Rimini, miasteczku sasiadujacym z Merzouga. Wiekszosc mieszkancow ubrana w dzellaby (bo tak sie chyba fachowo nazywaja te suknie) i chusty. Mezczyzni rowniez, w wiekszosci w niebieskie, bo Berebrzy. Zdecydowana wiekszosc kobiet odsloniete miala tylko twarze, zdarzaly sie rowniez zasloniete calkowicie, ze szparka na oczy, to Arabki.

Budowle gliniane, malutkie lepianki z olbrzymia liczba talerzy satelitarnych, waziutkie korytarzyki, malutkie pomieszczenia. Wiekszosc sklepow i warsztatow, rowniez lakierni to maly pokoj bez sciany graniczacej z ulica, przez co czesc pracy wykonywana byla na chodniku.

Wieczorem 26.04 umawiamy sie na wycieczke na wielbladach w glab pustyni. Koszt - 150 DH/os. Wrazenia? Warto sprobowac, ale na dluzszy dystans nei polecam. Siedzac na wielbladzie odczuwa sie kazdy jego krok, wiec rzuca czlowiekiem w kazda strone. Gdy schodzi z gory, wstaje lub siada mozna przeleciec przez jego glowe!:)

W Merzoudze zostajemy do 27.04. Koszt za hotel to 200 DH /os, w tym pokoj, kolacja i sniadanie. Mozna sam pokoj. Pokoje z klima 50 DH wiecej.

wspolrzedne hotelu: +31┬░ 5' 59.73", -4┬░ 0' 18.53"

link do hotelu: http://www.booking.com/hotel/ma/les-pyramides.html?aid=311264;label=merzouga-nlQ_XZR0jiG3KGJFNQqguwS3491319733;sid=94d970d6989d8d43067345c3165c6855e
27.04
Rano wyjezdzamy, zegnamy sie ze Stefanem, poniewaz On zostaje i udajemy sie w strone Ar-Raszidij.

Na stacji zaczepiaja nas uliczni sprzedawcy oferujacy miecze "Original Berber" i mnostwo bizuterii. Wszystko oczywiscie original silver, berber i wogole original originalow :)) A jak wyglada proces zakupu? Poczatkowo pada cena np 400 DH za bransoletke, gdy okazesz zaskoczenie wysoka cena, zejdzie do 350, oczekujac Twojej oferty. Zaproponujesz 50 DH, On ze 300 DH, Ty ze 80 DH, w miedzyczasie musisz odlozyc i stwierdzic ze za drogo, ze nie, ze dziekujesz. On bedzie za Toba szedl i pytal o Twoja cene, podasz 100 i za tyle kupisz :)) Z 400 zbic do 100 to normalka, a jeszcze i tak pewnie mozna by bylo taniej :))) Cali Marokanczycy :))) Ale uwierzcie ze na dluzsza mete, strasznie uciazliwe to bylo. Wciskali kity na kazdym kroku i mam wrazenie ze w kazdym turyscie widza jelenia, ktorego mozna naciagnac na historyjki, swiecidelka itd.

Oszukuja na kazdym kroku, nawet na stacji wydaja zle reszte i gdy widza turystow przestaja nagle rozrozniac 1 Dh od 5 DH. Oczywiscie na turysty niekorzysc.

Z Merzougi ruszylismy w strone Quartazate. W miejscowosci Rissani rozdzielismy sie. Jaca z Kaczorem polecieli na szutry (N12) a my polecielismy dalej N13.

Droga spoko, po drodze zjedlismy pierwsze Tagine (podawane w talerzach przypominajacych kominy) kawalek miesa (z definicji chyba tylko, bo w rzeczywistosci byla to najczesciej jakas kosc lub chrzastka) duszone z warzywami ulozonymi nad i wokol miesa. Nawet w miare, ale chyba wogole nie solone a do tego innych przypraw tez nie bylo czuc. Takie jakies jalowe, ale zjadliwe. Porcja plus kawa wyszlo okolo 50 DH (ok. 20 pln).

Po drodze przelom Dades:
fotka
az zajechalismy do Quartazate.

Nie znalezlismy zadnego noclegu w Quartazate. Zajrzelismy do kilku kasb, hoteli, ale w jednym byl dosc lichy standard i nie bylo parkingu, a w drugim doba kosztowala 500 DH od osoby! Przejechalismy miasto, szukalismy czegos nieopodal, bo drogowskaz wskazywal jakis camping, ale okazalo sie ze zamkniety, wiec ruszylismy dalej, az w koncu znalezlismy sympatyczny hotel 20 km za Quartazare [wspolrzedne: 30.975204,-7.10463, Timellourhit], przy zjezdzie do Ait-Benhaddou, gdzie jest zamek, w ktorym krecili Gladiatora.

Pokoje spoko (120 DH za osobe), troche malo miejsca dla nas wszystkich, ale sie udalo :) Spory taras, wiec wieczorkiem bylo gdzie posiedziec i wypic piwko, za ktore wciaz placilismy krocie, bo 25 DH za male piwko !:( no ale coz, co kraj to obyczaj, a ze cieplo bylo to sie organizm plynow domagal :)))
28.04
Rano sniadanko na tarasie, wszystko spoko, az tu nagle, Rex chcac zrobic sobie kanapke nie docenil ostrosci noza i.. przecial sobie pol dloni!! Pelno krwi, Rex zielony, szybka akcja medycznej czesci ekipy i krwotok opanowany. W 3 motory pojechali do szpitala. 8 szwow!

Pod ich nieobecnosc zastanawialismy sie juz kto pojedzie czyim motocyklem :)

Na szczescie w szpitalu powiedzieli ze pacjent zdolny do dalszej jazdy, Rex zacisnal zeby i pokierowal samodzielnie :)))

Uderzylismy w strone zamku.

....

Przyjechalismy do Marakeszu. Smiejemy sie ze zaczelismy od zwiedzania miasta, bo wjechalismy na sam rynek. Przeprawialismy sie przez waziutkie uliczki, pelne straganow i handlowcow. Harmider i zamieszanie ogromne, a uliczki tak waskie, ze obcieralismy sie kuframi o ludzi i stragany.

Ruch uliczny? Katastrofa. Kazdy jedzie jak chce i ktoredy chce. Zielone swiatlo wcale nie oznacza ze mozna jechac a jedynie zaczac probowac sie przepychac. Wiekszosc zaklada ze wystarczy trabnac i to uprawnia cie do wykonywania jakich tylko sobie zyczysz manewrow ulicznych :))

29.04

Wylegujemy sie nad basenem, opalamy, kapiemy i pijemy piwko. Na 16.30 amy zamowione taksowki (podobno sa bardzo tanie) i uderzamy do centrum Marakeszu.

30.04
wyje┬┐d┬┐amy do Agadiru.
Komentarze
Brak komentarzy. Mo┐e czas dodaŠ swˇj?
Dodaj komentarz
Zaloguj siŕ, aby mˇc dodaŠ komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani u┐ytkownicy mog▒ oceniaŠ zawartoŠ strony
Zaloguj siŕ lub zarejestruj, ┐eby mˇc zag│osowaŠ.

Brak ocen. Mo┐e czas dodaŠ swoj▒?
 
Logowanie
Nazwa u┐ytkownika

Has│o



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj siŕ

Nie mo┐esz siŕ zalogowaŠ?
Popro o nowe has│o
Shoutbox
Musisz zalogowaŠ siŕ, aby mˇc dodaŠ wiadomoŠ.

srebrzanka
21-03-2018 17:27
W wyjazdach 2017

yacek
11-10-2017 12:52
musimy co┬ to pozmienia├Ž.... Cool

yacek
11-10-2017 12:52
hmmmm odrobine FB zabra┬│ widz├│w z stronki ADV

R01
05-10-2017 16:41
To smutne historia umiera Sad

olo
05-10-2017 14:30
Przymiera strona ADVENDURO ? WSZYSCY na fb.


Aktualnie online
· GoÂci online: 1

· U┐ytkownikˇw online: 0

· ú▒cznie u┐ytkownikˇw: 139
· Najnowszy u┐ytkownik: peps
1,220,786 unikalne wizyty

How Businesses can benefit from Payday Loans

Payday loans are fairly simple transactions that can occur between a company and an employee. The employee needs money before payday due to unforeseen circumstance and can take out a loan with the company he or she works for against the next pay day. This means that the company that loans the money will always get the money back because it comes directly from the payday. In addition to the loan amount the employee also has to pay back interest. The interest is a predetermined amount that is written in the employees contract with loaner that says the amount paid back will also include X amount of money to be paid as interest. This way the loaner makes more money than originally loaned on site such as www.spaydayloansonline.com. Businesses stand to benefit from this set up simply by making more than what they offer up front.